Tęsknię za tym uczuciem.
Tą nieogarniętą pustką,
pochłaniającą czernią.
Nienawidziłam jej wtedy i
nienawidzę teraz.
A jednak jest coś, co wciąż mnie
w nią wciąga.
Wciąż niesamowicie kusi.
Smutek był śmiercią, ale śmierć
natchnieniem.
I ile piękna powstało z tej
śmierci!
Ile słów i ile rymów!
Jaką cenę przynosi natchnienie?
Chcę znów go doświadczyć i znów w
nim zatracić.
Boję się.
Przyznaję, że przeraża mnie
ciemność.
Całe miesiące się z niej
leczyłam,
żeby wrócić do punktu, w którym
jestem teraz.
Punktu wyjścia.
Chcę błagać o pomoc, a
jednocześnie pławić się w swym stanie.
Jest coś niebezpiecznie
pociągającego w tym uczuciu.
Jakaś znana, kojąca melodia.
Uspokajająca muzyka.
Czuję się, jakbym śniła.
Chyba wiem, jak sobie z tym
poradzić,
bo w końcu nie jestem tutaj po
raz pierwszy.
Wiem, że niektóre myśli mijają, a
niektóre są tylko iluzją.
Wizjami, które podpowiada mi mój
umysł.
Ach, mój największy wróg.
Walka z nim to czysta
przyjemność,
a jednocześnie największe
kalectwo.
Bitwa, w której nie ma
przegranych ani zwycięzców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz