02 stycznia 2016

Tęsknota z przyzwyczajenia



Tęsknię za tym uczuciem.
Tą nieogarniętą pustką, pochłaniającą czernią.
Nienawidziłam jej wtedy i nienawidzę teraz.
A jednak jest coś, co wciąż mnie w nią wciąga.
Wciąż niesamowicie kusi.
Smutek był śmiercią, ale śmierć natchnieniem.
I ile piękna powstało z tej śmierci!
Ile słów i ile rymów!
Jaką cenę przynosi natchnienie?
Chcę znów go doświadczyć i znów w nim zatracić.
Boję się.
Przyznaję, że przeraża mnie ciemność.
Całe miesiące się z niej leczyłam,
żeby wrócić do punktu, w którym jestem teraz.
Punktu wyjścia.
Chcę błagać o pomoc, a jednocześnie pławić się w swym stanie.
Jest coś niebezpiecznie pociągającego w tym uczuciu.
Jakaś znana, kojąca melodia.
Uspokajająca muzyka.
Czuję się, jakbym śniła.
Chyba wiem, jak sobie z tym poradzić,
bo w końcu nie jestem tutaj po raz pierwszy.
Wiem, że niektóre myśli mijają, a niektóre są tylko iluzją.
Wizjami, które podpowiada mi mój umysł.
Ach, mój największy wróg.
Walka z nim to czysta przyjemność,
a jednocześnie największe kalectwo.
Bitwa, w której nie ma przegranych ani zwycięzców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy